Polskie Towarzystwo Lekarskie

lekarze specjaliści > Polskie Towarzystwo Lekarskie

Polskie Towarzystwo Lekarskiecheck

Polskie Towarzystwo Lekarskie

adres:Al. Ujazdowskie 22/2, Warszawa

telefon:22 628 86 99 22 627-29-88

www:http://www.ptl.org.pl

 www.ptl.medserwis.pl

e-mail:ptl@interia.pl

zobacz na mapie »

map

Zobacz zdjęcia

Informacje dodatkoweic_i

Dr med. Olgierd Kossowski

Stara prawda mówi, że człowiek jest tyle wart ile uczynił dobrego dla innych, a istnieje tak długo, jak długo jest w sercach i w pamięci ludzi. Czasami ta pamięć o wybitnie zasłużonych, niezwykle oddanych społeczeństwu obywatelach, jest przenoszona na następne pokolenia poprzez nazwanie ulicy ich imieniem, a nawet ustawiania ich na cokołach pomników. Jest jednak bardzo wielu ludzi, niezwykle zasłużonych dla kraju, miasta, regionu, grupy społecznej, czy środowiska, których praca zawodowa, aktywność społeczna, działalność humanitarna, twórczość, oddanie innym są wyjątkowe, lecz ich skromność i niechęć do rozgłosu sprawiają, że znani są tylko w niektórych środowiskach, a ich wielkie zasługi - nieraz także z przyczyn dziejowych, jak wojny, zmiany ustrojowe, kataklizmy - pozostają w cieniu. To wielkie szczęście, gdy ludzie pióra, dziennikarze, dokumentaliści, literaci utrwalają ich życie, pracę, dzieła i osiągnięcia w artykułach prasowych, pamiętnikach, w książkach.

Dlatego też z takim zadowoleniem i wielkim zainteresowaniem przeczytałem pracę dr med. Olgierda Kossowskiego, o ludziach mu współczesnych, wspaniałych lekarzach, cichych bohaterach codziennej walki na froncie walki z chorobą i o zdrowie człowieka z jego rodzinnego miasta - Bielska Białej. Dzięki takim kronikarzom jak dr Kossowski przywraca się pamięć o tak zasłużonych dla społeczeństwa tego pięknego miasta i całego regionu Beskidów lekarzach, jak Adam Mazanowski, Władysław Cieśla, Zygmunt Drobniewicz, Jan Kroczak, Władysław Duława, czy Stanisław Kunicki.

Wielką zasługą dr med. Olgierda Kossowskiego, który sam jest postacią legendarną w Polskim Towarzystwie Lekarskim - jest utrwalenie na kartach historii, dziejów jednego z najstarszych oddziałów PTL w kraju - Oddziału w Bielsku Białej. Tyle wielkich, ważnych zmian zachodziło w naszym kraju w ostatnich 70 latach, że ocalenie od zapomnienia grupy społecznie i naukowo działających w Beskidzkim Oddziale PTL lekarzy "nawiedzonych pracą dla innych", zasługuje na najwyższe uznanie.

Sam dr Kossowski nie pisze wiele o sobie, mimo, że ma tak wielkie zasługi jako wybitny neurolog i psychiatra, wieloletni ordynator oddziału neurologicznego i lekarz tak aktywny w walce z alkoholizmem. Trzeba podkreślić, że to on wprowadził do Bielska Białej technikę akupunktury w leczeniu bólu i różnych zmian chorobowych. Nigdy nie ograniczał się tylko do pracy, ściśle tylko w ramach zawodu. Wielkie zasługi dla miasta, środowiska lekarskiego i całego Polskiego Towarzystwa Lekarskiego ma działalność społeczna doktora Kossowskiego, który nie tylko z wielkim oddaniem pełnił przez blisko pół wieku funkcje prezesa początkowo Koła, a później Oddziału Wojewódzkiego PTL w Bielsku Białej, ale przez wiele lat był członkiem Zarządu Głównego naszego Towarzystwa. To jego niezmordowana aktywność w reaktywacji samorządu lekarskiego przyczyniła się do odrodzenia izb lekarskich w Polsce. To jego nieprzeciętne zdolności plastyczne sprawiły, że utrwalił w ujęciu nie pozbawionym humoru i satyry portrety dziesiątków wybitnych polskich lekarzy zarówno z Bielska Białej, jak też Krakowa, czy Warszawy i opublikował w kilku pięknie wydanych książkach. Z kolei zdolności literackie umożliwiły mu napisanie i opublikowanie nie tylko znakomitej książki autobiograficznej "Moje życie. Medycyna i sztuka" , ale dużej liczby artykułów z zakresu filozofii, sztuki i szeroko pojętej ochrony zdrowia.

Za sukcesy zawodowe, za niezwykłą aktywność społeczną, za wrażliwość na potrzeby innych, za sukcesy artystyczne i sportowe, za osiągnięcia przekraczające zdawałoby się możliwości jednego człowieka - dr med. Olgierd Kossowski został uhonorowany wieloma wysokimi odznaczeniami państwowymi. Jest też Kawalerem Medalu "Gloria Medicinae" - najwyższego odznaczenia Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, przyznawanego przez lekarzy - dla lekarzy, bo Dr Kossowski jest prawdziwą Chwałą Medycyny.

Prof. dr hab. med. Jerzy Woy-Wojciechowski
Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego

Warszawa 29 kwietnia 2010 r.


Blisko, jeszcze bliżej ...

Perfekcyjnie zorganizowany przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej oraz Wydawnictwo Termedia, IV Kongres „TOP MEDICAL TRENDS 2010”, który sie odbył w dniach 12 – 14 marca w Poznaniu. zgromadził ponad 3500 uczestników. W czasie uroczystej inauguracji bardzo interesujące wykłady wygłosili: - wybitny otolaryngolog, chirurg pionierskich operacji przywracających słuch, twórca Światowego Centrum Leczenia Częściowej Głuchoty w Kajetanach – prof. Henryk Skarżyński, kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej we Wrocławiu, inicjator i kierownik organizacyjny kongresu – prof. Andrzej Steciwko, a także... ja tam byłem i swój wykład wygłosiłem. Przygotowywany przeze mnie od ponad roku temat „Misjonarze – zdrowia”, poruszał stosunkowo mało znane losy polskich lekarzy - misjonarzy, którzy pełni poświęcenia i niezwykłej charyzmy, często z narażeniem życia, wierni swym dwom powołaniom, pracują z oddaniem na wszystkich kontynentach. Wspominam o tym dlatego, że w wykładach inauguracyjnych można było uczestniczyć na żywo, gdyż były transmitowane porzez Internet na cały świat. Byłem zaskoczony, gdy w godzinę po uroczystości odezwał się mój telefon komórkowy i usłyszałem w nim gratulacje w związku z moim wystąpieniem. Nie wspominałbym o tym, gdyby nie fakt, że lekarz, który do mnie telefonował, uczestniczył w inauguracji kongresu, przebywając w miejcowości odległej o kilkanaście tysięcy kilometrów od Poznania! Jaki ten świat jest mały... Nie ma już na szczęście „Żelaznej kurtyny”, są zaś telefony komórkowe i jest Internet. Jak świat się zmienił... Minęły wieki od czasu, gdy w stanie wojennym kazano nam chować do zamykanej na klucz szafy maszyny do pisania, a kopiarki plombowano, by nie drukować na nich ulotek przeciwko „jedynie słusznym pryncypiom ustrojowym” i niezawodnemu „przyjacielowi” z za Buga. Przypomniałem sobie lato przed 24 laty, gdy wysłałem moje dwie, małe córki do Stanów Zjednoczonych, na Florydę. Adresy z zmiejscem przeznaczenia zawieszone na szyjach, stewardessa obiecała pomoc w czasie zmiany samolotu w Nowym Jorku, ale nie mogłem się pozbyć obaw, czy szczęśliwie dotarły na miejsce. Przyjeżdżając na dwutygodniowy urlop do Domu Pracy Twórczej ZAIKS w Ustce, zamówiłem rozmowę międzynarodową do USA. W oczekiwaniu na połączenie, pozwolono mi przebywać w sekretariacie dyrektorki Domu dzień i noc. Wreszcie tak upragnione połączenie i wiadomość, że córki dotarły na miejsce szczęśliwie, otrzymałem po siedmiu dniach!... Gdy interweniowałem odpowiadano mi niegrzecznie: - „co myśli pan, że tylko pan jeden chce połączenia z Ameryką. Proszę czekać swojej kolejki”. To było, jak wspomniałem przed 24 laty. Ale już 12 lat później płynąc kajakiem po jednym z mazurskich jezior odebrałem w odstępie 10-ciu minut dwa telefony od moich córek. Patrycja telefonowała z Nowego Jorku, a Dominika z Tokio. Jak wielki postęp dała nam technika. Jak zbliża ludzi dxybka komunikacja, telefonia komórkowa, Internet... Jak wiele zmieniło się w medycynie w ostatnich latach – tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, chirurgia laparoskopowa, transplantacje, przywracanie słuchu... „Nakarmiony” na kongresie najnowszymi osiągnięciami medycyny w zakresie diagnostyki i terapii, zamiast uczestniczenia w pożegnalnej kolacji, wybrałem się na cudowny koncert odbywający się w auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, organizowany przez Fundację „Redemptoris Missio”. Słuchając pieśni rewelacyjnie wykonywanych przez Chór Uniwersytetu Medycznego pod dyrekcją prof. Przemysława Pałki oraz wspaniałej, niezwykle brzmiącej Reprezentacyjnej Orkiestry Sił Powietrznych kierowanej przez mjr. Pawła Joksa, myślałem ciągle, jak ten świat się skurczył. Jak szybko można zasięgnąć konsultacji dzięki telemedycynie u specjalisty odległego o tysiące kilometrów. Jak łatwo można uzyskać informacje o nowych technikach leczenia właśnie wprowadzonych w Nowej Zelandii, czy RPA. Jak teraz, w XXI wieku wszystko jest blisko... W przerwie tego niezwykłego koncertu wystapił młody lekarz, który przez kilka miesięcy pracował w Ugandzie przyjmując po 70 osób dziennie, bez dostępu do RTG, EKG, czy USG. Mówiąc o dzieciach umierających z głodu, o rodzinach mających na utrzymanie mniej, niż jednego dolara dziennie, o braku bandaży, waty, przylepca, najprostszych leków... dwukrotnie głos mu się załamał. To dobrze, że są ludzie tak wrażliwi. Może dzięki takim ludziom jak on, jak 2000 polskich misjonarzy, jak dziesiątki polskich lekarzy pracujących w Indiach, Tanzanii, czy Papui Nowej Gwinei – będziemy nie tylko bliżej pięciu kontynentów, ale bliżej człowieka.

Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego
Prof. dr hab. med. Jerzy Woy – Wojciechowski


Był taki jeden klub ...

Na ostatnim, już VI Kongresie Polonii Medycznej, który sie odbył w Częstochowie, podeszła do mnie elegancka dama i spytała – podając moje nazwisko – „czy ja, to ja”. – Znam pana, bo byłam przed laty w Klubie Lekarza w Alejach Ujazdowskich na koncercie Teatrzyku Piosenki Eskulap. Pan tam grał na fortepianie. Pamiętam, że była też wtedy polska aktorka - Jadwiga Smosarska, Kazimierz Rudzki, profesor Stefan Wesołowski... – To było rzeczywiście dawno. Musiała pani doktor być wtedy dzieckiem - odparłem grzecznie. – Byłam już studentką medycyny. Dwa lata później miałam w tym Klubie moje wesele, a potem los i... mój mąż, porwali mnie do Kanady – uzupełniła z uśmiechem. Nie pierwszy raz spotykam ludzi, którzy mile wspominają nasz Klub Lekarza, w Al. Ujazdowskich w Warszawie, który aktywnie działał przez blisko 45 lat. „Był taki jeden Klub...” chciałoby się nawiązzać do tekstu piosenki - „Jest taki jeden skarb...”.

Z artykułu „Warszawski Dom lekarza” zamieszczonego w Gazecie Lekarskiej (luty 2010) wynika jednak, że ten klub nie istniał, mimo, że osoba udzielająca wywiadu pełniła w nim funkcję dyrektora przez 20 lat!!! Z artykułu można wnioskować, że pierwszy Klub Lekarza powstał dopiero przy ulicy Raszyńskiej w Warszawie 5 lat temu. Kiedyś Marcin Wolski napisał tekst pt. „Piosenka o krótkiej pamięci”, dlatego gwoli przypomnienia parę słów o tym „zapomnianym” klubie, „którego nie było”. Powstał on w listopadzie 1960 r., dzięki staraniom bardzo aktywnego członka Polskiego Towarzystwa Lekarskiego (PTL), prof. Tadeusza Koszarowskiego w słynnej kamienicy Antoniego Strzałeckiego, wybudowanej w początku XX w., (powszechnie nazywanej „Domem Pod Gigantami”), przy Al. Ujazdowskich 24.

Wielkie zasługi w jego tworzeniu miał także ówczesny prezes PTL prof. Józef Towpik, który dopilnował starannej renowacji pięknych, stylowych wnętrz i zaczął je wyposażać w antyczne dzieła sztuki. Stopniowo w Klubie pojawiły się piękne meble, jak salonik w stylu Ludwika XVI, fortepian bechstein, rzeźby, popiersia i obrazy, które wypożyczył dyrektor Muzeum Narodowego prof. Jan Lorentz. Główną ścianę nqd małą estradą, zdobił, dar dr Lucjana Dobrowolskiego dla PTL, - duży obraz Juliana Fałata z okresu nieświeskiego „Do posiłku”. W tamtych czasach Klub Lekarza w Al. Ujazdowskich 24 pełnił funkcję integrującą całe środowisko lekarskie. Pięknie odrestaurowany, gustownie wyposażony i obszerny, a do tego z doskonałą kuchnią, szybko stał się najbardziej prestiżowym miejscem spotkań medyków.

Tu odbywały się ogólnopolskie konferencje plenarne PTL, naukowe jego Stołecznego Oddziału – Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego oraz niezliczone spotkania innych medycznych towarzystw. A było to w czasach, gdy byliśmy odizolowani od świata „żelazną kurtyną”, gdy nie istniał Internet, a fachową prasę lekarską, można było nie bez trudu znaleźć tylko w Głównej Bibliotece Lekarskiej. Nic dziwnego, że w czasie wielu konferencji poświęconych najnowszym osiągnięciom światowej medycyny, sale klubowe „pękały w szwach”. Tu w ramach cyklu „Wielcy nauczyciele” przychodzili na rozmowy z młodzieżą lekarską koryfeusze polskiej medycyny profesorowie Hartwig, Nielubowicz, Kostrzewski, Wesołowski, Garlicki i wielu, wielu innych. Tu spotykały się też sekcje tematyczne PTL m.inn. bardzo aktywna Sekcja Historyczna, Osteoporozy, Antybiotykoterapii, Telemedycyny, Medycyny Estetycznej i wiele innych.

Przy Klubie od samego początku działała Komisja Klubowa, a kierowali nią niezapomniany dr med. Zbigniew Woźniewski, dr med Józef Hornowski, piszący te słowa i wielu innych. Komisja dbała o atrakcyjny program Klubu, wypożyczając filmy z Ambasady USA, zapraszając interesujących ludzi, a nawet całe grupy teatralne. Dzięki temu odbywały się w Klubie spotkania z ciekawymi ludźmi, jak Krzysztof Zanussi, Andrzej Wajda, Krzysztof Kieślowski, Jerzy Kawalerowicz, Jerzy Lutowski, Tomasz Miłkowski, a także wybitnymi aktorami teatru, filmu i estrady, jak Zofia Kucówna, Irena Eichler, Irena Santor, Ewa Wiśniewska, Agnieszka Osiecka, Ewa Kuklińska, Andrzej Łapicki, Gustaw Holoubek, Lucjan Kydryński, Wiesław Gołas, Andrzej Zaorski, Marian Opania, Daniel Olbrychski, Zbigniew Zapasiewicz, Jan Kobuszewski i wielu, wielu innych. W Klubie odbywały się też bardziej kameralne spotkania, jak wieczory kolęd, „opłatki”, „śledziki”, nie mówiąc już o dziesiątkach (jeśli nie setkach) świętowanych tu doktoratów, habilitacji, profesur… Warto dodać, że przy Klubie Lekarza działał tetrzyk Piosenki Lekarzy Eskulap, który w czasie 30 lat istnienia dał bezinteresownie blisko 4000 koncertów, w tym bardzo wiele, właśnie w swoim Klubie. Odzyskanie kamienicy przez spadkobiercłów Antoniego Strzałeckiego sprawiło, że Klub z uwagi na wysokie koszty najmu, nie mógł da;ej działać w tym miejscu. Obecnie jest tam „Restauracja Pod Gigantami”, w której przy małej czarnej, nierzadko można spotkać tęskniących za dawnym Klubem lekarzy.

Nie wolno więc zapominać o Klubie, który jest w żywej i jakże serdecznej pamięci tysięcy lekarzy. O miejscu, o którym Jerzy Waldorff zwykł był mawiać, że jest to „ostatni prawdziwy salon Warszawy”.

Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego
Prof. dr hab. med. Jerzy Woy – Wojciechowski


Nikt z nas nie żyje tylko dla siebie

(fragment wykładu inauguracyjnego wygłoszonego przez Prezesa Polskiego Towarzystwa Lekarskiego prof. dr hab. Jerzego Woy-Wojciechowskiegio na IV Kongresie TOP MEDICAL TRENDS 12 marca 2010 w Poznaniu).

Zapamiętany z dzieciństwa sklep kolonialny, pachnący cynamonem i olejkiem z pomarańczy, a może połknięta w jeden dzień książka „Ojczyzna rozbitków” Juliusza Verne’a, czy „Wyprawa na Błysku” Jacka Londona. A może czytana jeszcze w szkole „Monika jedzie na Madagaskar”… Jakieś obrazki z kolorowymi tubylcami, z dawnych lat, dołączane do opakowań kakao, czy może stara puszka po herbacie z pozacieranymi, lecz jakże egzotycznymi obrazkami… Co wpływa na to, że będąc dorosłymi tęsknimy wciąż za dalekimi krajami, palmami, gorącymi wyspami i przygodami w tropiku. Po latach podróżujemy do miejsc naszych marzeń, pracujemy jako lekarze okrętowi, ale bywa też, że niektórzy zafascynowani księgą wszechczasów – Biblią, Nowym Testamentem zostają misjonarzami. Są też tacy, którzy chcą służyć ludziom podwójnie i będąc lekarzami jadą na misje. Z ponad 2000 polskich misjonarzy, działających na wszystkich kontynentach znajdują się także lekarze – misjonarze…

W początkach marca otrzymałem poprzez Internet list. Nadszedł z Indii, a podpisała go świecka misjonarka, lekarz Helena Pyz. Urodzona w Warszawie od 20 lat pracuje w Ośrodku Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya. Prowadzi tam kilka przychodni i organizuje pomoc w koloniach dla trędowatych. W dziesiątym roku życia przeszła chorobę Heinego Medina, co nie przeszkodziło jej w ukończeniu studiów medycznych. W lutym 1989 r. dowiedziała się, że inny lekarz-misjonarz dr Adam Wiśniewski, mający w Indiach pod opieką kilkanaście tysięcy trędowatych sam jest ciężko chory, udała się do Jeevodaya w podróż do Indii i po śmierci doktora Wiśniewskiego kontynuuje jego dzieło niosąc pomoc trędowatym. Dr Helenę Pyz poznałem przed dwoma laty, gdy za swą pełną oddania i charyzmy pracę była uhonorowana najwyższym odznaczeniem Polskiego Towarzystwa Lekarskiego - Medalem „Gloria Medicinae”. Tym razem zwracała się do mnie z prośba, by poprzeć dr Wandę Marię Błeńską w plebiscycie na Wielkopolankę stulecia.

Kandydaturę dr Błeńskiej, którą poznałem osobiście przed rokiem, poparłem z całego serca. Ta niezwykle skromna, wspaniała kobieta, o ujmującym sposobie bycia i mimo ukończonych 98 lat znakomitym młodym intelekcie głosi dewizę, że „Nikt z nas nie żyje tylko dla siebie”. Głosi nie samym słowem, lecz całym swym życiem.

Urodzona w 1911 roku w Poznaniu jest lekarzem i świecką misjonarką o niezwykłej charyzmie. W 1950 r. ukończyła kursy medycyny tropikalnej w Hamburgu i Liverpoolu, a po przyjeździe 11 marca 1950 r. do Afryki, pracowała przez 43 lata w ośrodku leczenia trądu w Bulubie. Tam przez lata pełniła funkcje lekarza naczelnego tworząc dla trędowatych nowoczesnym centrum lecznicze, rehabilitacyjne i szkoleniowe, które dziś nosi jej imię. Zaczynała pracę w bardzo w bardzo prymitywnych i ciężkich warunkach operując na łóżku polowym. Chcąc mieć więcej światła niezbędnego przy zabiegach, kazała zdjąć część dachu. „Było ciężko tylko przez pierwsze 20 lat” - mówi z humorem „Dokta”, bo tak ją nazywano w Bulubie. Po 10 latach szpital miał już 100 łóżek, a po 20-tu zaczęli przyjeżdżać także inni „nawiedzeni” miłością bliźniego lekarze z Polski, a na wieść, że trąd jest uleczalny przyjeżdżali zarażeni trądem chorzy, często z odległych miejsc, w tym także duchowni, nauczyciele i oficerowie armii. Po blisko 43 latach leczenia trędowatych powróciła do rodzinnego Poznania, którego jest Honorową Obywatelką. W Ugandzie, gdzie uhonorowano ją także tytułem Honorowego Obywatela mówiono o niej „Matka Trędowatych” chociaż Dokta twierdzi skromnie, że ta nazwa należy się nie jej, lecz Matce Teresie z Kalkuty.

Gdy spytałem dr Wandę Błeńską o jej przygodę, gdy płynąc łódką na jeziorze Wiktoria, zaatakował ja hipopotam ona odparła: - „Zawołałam – święty Rafale ratuj, a ja będę wiosłować”. Tacy są właśnie nasi lekarze-misjonarze. Proszą Opatrzność o pomoc, ale nie przestają wiosłować.

Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego
Prof. dr hab. med. Jerzy Woy – Wojciechowski

Polityka prywatności i polityka wykorzystania plików "cookies":

Drogi Użytkowniku, Telewolt sp. z o.o. jest administratorem danych osobowych i na podstawie uzasadnionego interesu przetwarza na tej stronie pliki cookies niezbędne do funkcjonowania strony internetowej oraz do celów analitycznych. Więcej informacji można znaleźć na stronie tutaj.

 

copyright © 1999-2016 Telewolt Sp. z o.o. 00-671 W-wa, ul. Koszykowa 70 lok.2, tel.: (22) 621-81-17, medserwis@medserwis.pl